Jak to o czym? o niczym! ....Pamietnik audiofila
czwartek, 03 kwietnia 2008
Koncert Portishead
Tak zawsze lubie popisac troche o koncertach, niestety wielu ich nie odwiedzam ostatnimi czasy....
Za to widzialem wczoraj Portishead!

Jak bylo? Hmm.... ciezkie pytanie. Nie bylo az tak dobrze, jak mogloby byc. Po kapeli, ktora powraca po 10 latach nieobecnosci czlowiek spodziewa sie czegos naprawde niesamowitego... i to chyba z duze wymagania. Wiec daruje sobie wymagania i postaram sie w miare na sucho ocenic, to co widzialem.

Koncert mial miejsce w Tonhalle w Monachium, kolejnej pofabrycznej hali koncertowej. Miejsce w sumie daje rade, nie narzekalem na zla akustyke, czy brak widoku, a bylem prawie na samym koncu (nie chcialo mi sie pchac do przodu). Zaraz obok Tonhalle sa jeszcze jakies bary/dyskoteki/kluby, wiec chyba mozna sie tam dobrze bawic.

Przed Portishead grali Kling Klang. Z tego co slyszalem od kolesia, z ktorym jechalem, to jakis mlody zespol z Liverpoolu, wg niego nic nowego/ciekawego. Mnie sie jednak podobalo. Na co zwrocilem uwage, to brak basisty - niczym w the Doors basiste zastepowal klawiszowiec.
Co do muzyki... Same istrumentalne utwory. Nie nazwalbym tej muzyki skomplikowana, ale napewno bardzo zmienna, dynamiczna. Przez chwile slyszalem nawet analogie do King Crimson (rowniez Isis i Pelican) z plyt, ktore znam.... ale to chyba naduzycie wyobrazni. Muzyka sprawiala wrazenie niezbyt dojrzalej - ale to chyba nie taki problem, zespol to banda wczesnych dwudziestolatkow - maja jeszcze czas, zeby sie rozwinac. Utwory to taki zbior riffow, rockowego nawalania i czasem dziwnawych (co nie znaczy, ze zlych) solowek. Po tym krotkim (trzydziestominutowym) koncercie bylbym skory posluchac ich jeszcze raz na jakims koncercie, gdzie nie sa supprotem. To chyba swiadczy, ze cos w tej muzyce jest...

Portishead

Na scene wyszli okolo 21:30. Zagrali mase nowych utworow, z plyty, ktora wlasnie raczylem sobie przedpremierowo ukrasc. Przeplatali jest hitami z pierwszych 2 plyt. Chyba nie zabraklo niczego, co chcialem posluchac, wiec wybor setlisty okazal sie bardzo dobry. Podobalo mi sie tez to, ze zagrali duzo utworow, co jednoznacznie pokazywalo, ze wydanie plyty to nie tylko szukanie okazji na odkurzenie famy zespolu i ruszenie w trase (jak to jest np. w przypadku zespolu Metallica).
Technicznie zespol wypadl swietnie. Nie mam zadnych zarzutow. Tylko raz zalamal sie glos Beth Gibbons, podczas spiewania
"it's only you, who can tear me apart".

Ten jeden raz to naprawde malo, bo reszta utworow byla praktycznie "odtworzona" wokalnie, do czego potrzeba naprawde niesamowitego aparatu piejacego. Bylem naprawde pod wrazeniem, jak ona spiewa. Beth swietnie bawla sie, smiala sie, rozmawiala z publika z przodu, dostala nawet papierosa od kogos z publiki (w Bawarii jest absolutny zakaz palenia na takich imprezach). To samo moge chyba powiedziec o innych czlonkach zespolu.

I tutaj musze wspomniec, ze spodziewalem sie mniejszego zesplu. Oficjalnie Portishead to trio, wiec bylo dla mnie lekkim zaskoczeniem zobaczenie sekstetu na secenie! Bylo dwoch perkusistow (jeden na elektronicznej perkusji i samplerze. Do tego basista, no i oczywiscie podstawowa trojka. Caly zespol spisywal sie swietnie, wygladali na super zgranych ze soba. Brzmienie zespolu jako ogolu naprawde nie pozostawialo nic do zarzucenia. Kazda nuta miala swoj charakter i swoje miejsce.

Teraz troche o zlej stronie koncertu. Wlasnie przeczytalem na blogu zespolu (wpis sprzed koncetu), maja spore problemy z naglosnieniem. I tu musze zdecydowanie potwierdzic. Bylo po prostu za cicho! To powoduje 2 problemy:

1) Sala byla glosna, a zespol cichy. Szczegolnie podczas spokojnych piosenek (a takich przeciez maja mase) psulo to niesamowicie atmosfere.
2) Czlowiek nie mial tego uczucia sluchania calym cialem, tak ze wnetrznosci pulsuja w rytm muzyki. To napewno psuje odbior wydarzenia....

Podsumowujac, ocenie koncert na 4+ w skali 1 do 6. Mimo wielkich wysilkow zespolu pozostal niedosyt, glownie powodowany brakiem dobrego naglosnienia. Tesknie tez za koncertami, ktore trwaja dluzej, niz do 23:00.... to tez odbilo sie na mojej ocenie.
niniejszym pozdrawiam fanow dobrej muzyki
wtorek, 25 marca 2008
Tytulu brak
Klaniam sie szanownemu internetowi.
Przeczytalem wieksza czesc wpisow na tym moim blogu.... Troche czasu minelo, troche sie pozmienialo w zyciu. Ja niebardzo sie chyba zmienilem, przynajmniej moje zycie troche sie pozmienialo (ale czy tak bardzo?).

Bylem w Polsce przez tydzien. Wynudzilem sie, szczerze mowiac... Ale coz... to zawsze dom. Siostra wyprowadza mi sie do Warszawy... teraz to juz domu prawie w ogole nie bede odwiedzal (do teraz bywalem moze w sumie 2 tygodnie w roku, wiec tez nie tak czesto). Za to poznam Warszawe, ktora widzialem raz w zyciu i to glownie z perspektywy dworca centralnego. Wychodzi na to, ze mam tam troche znajomych... moze tam nie bede sie tak nudzil jak to w moim miescie na prowincji. Wychodzi, ze po 19 latach mieszkania tam nie mam sie nawet z kim spotkac na piwo. Po czesci to wina prowincjanolsci miasta i wyjazdu wszystkich do pobliskiego Wroclawia i jeszcze blizszej Anglii/Irlandii. Ale to tylko po czesci.... nie bylem szczegolnie towarzyski w czasach szkoly, nie mialem przyjaciol, szczegolnie w liceum. To zmarnowany czas, moglo byc inaczej. Ale coz, zyje sie dzisiejszym dniem.

A wracajac do rewizji mojego bloga... przeczytalem i powiem, ze nie jest AZ TAK zle. OK, wpisy o muzyce i koncertach maja jakis sens. Tym, rzeczywiscie zylem i widac ze do tych wpisow najbardziej sie przykladalem. Niektore sa nawet na poziomie. Polityke tez zdarzalo sie komentowac - choc bylo to raczej wyrazenie zalamania nad zyciem politycznym Polski. Ale mniej, lub bardziej da sie to czytac.
Co do lakonicznych opisow mojego zycia "prywatnego", to jest troche gorzej. Ciezko jest mi niektore rzeczy czytac. Ciezko jest tez mi to skomentowac. Kilka prob, ktore przed chwila podjalem, zakonczylo sie fiaskiem. Bylem i jestem nieszczesliwy. I nie moge sie z tym pogodzic...
czwartek, 13 marca 2008
Reaktywacja?
Tak czasem przychodzi mi ochota powiedziec cos, ale za bardzo nie mam do kogo. A czasem nawet nie sa totalne bzdury o piciu i imprezach... coz... moze reaktywuje bloga?

---------

Z nudow odwiedzilem tego martwego bloga i poczytalem troche... Nawet interesujace. To znaczy, interesujace dla mnie, jestem sobie w stanie wyobrazic, ze jakis nie-ja nie bedzie w stanie w ogole zrozumiec, o co chodzilo mi w niektorych wpisach.

--------

Dalej sobie studiuje tu gdzie studiowalem, wiele w sumie sie u mnie nie zmienilo od roku... zmiany sie jednak szykuja, ale o tym moze kiedy indziej. Narazie jestem tym samym audiofilem / samozwanczym inteligentem / alkoholikiem / towarzyskim samotnikiem. Studia moje dalej leca, mam juz ich serdecznie dosc, uczymy sie rzeczy totalnie niepotrzebnych i to jeszcze w glupi sposob. Dalej brne przez zycie sam i dalej gram na gitarze. Dalej jestem uzalezniony od muzyki, jak od niczego innego. Dalej (raczej znowu) jestem nieszczesliwie zakoczany. Dalej jestem fanatykiem plywania i roweru. Dalej odzywiam sie smieciami i dalej moim ulubionym daniem jest pizza. Dalej, dalej, dalej.... dalej jak chce cos napisac na blogu, to w momencie zalogowania sie zapominam wszystko.

-------

Trace wiekszosc znajomych z uniwersytetu, wszyscy wylatuja. Moze jednemu uda sie utrzymac, ale kilkoro wylatuje. Dobijajace...

-------

Moj blog przespal przewrot polityczny w Polandii... sam jechalem 140 kilometrow, zeby moc zaglosowac. Irlandii nie bedzie, ale lepsze to niz Kaczystan.

-------

Jade do Budapesztu na Erasmusa na pol roku. Sporo problemow mi to przyniesie, ale bedzie i tak swietnie, nie moge sie doczekac!

-------

lalalalalala, zaspiewal w barze ktos
to Czarny Ziutek pije gin, Celiny koles, twardy gosc...

-------
dobranoc
środa, 16 maja 2007
Gdzie to ja nie bylem, czego nie robilem... Czesc II
Tym razem Praga.

Piekne miasto, piekna pogoda, piekne ceny piwa, nawet Czeszki niczego sobie. Nie porownalbym ich do Wegierek, ale o nich w czesci czwartej.

Mialem jechac tam na koncert Watersa... kurde no, nie wyszlo, wyprzedany! Ale skoro juz zagadalem o tym przyjaciela z Pragi, to juz pojechalem do niego w polowie kwietnia. Mialem jeszcze mala nadzieje, ze kupie bilet u konika, ale darowalem sobie, i tak z pieniedzmi slabo stalem.

Nie pojechalem tam w sumie z wielkim celem zobaczenia Pragi, to poniekad zrobilem na Sylwestra. Tak sobie skoczylem odwiedzic kolege i napic sie piwa. I dokladnie to zrobilem. J. poprowadzil mnie po mniej znanych knajpach w Pradze, gdzie ceny sa dobre, a nachlanych turystow brak :). Musze przyznac, ze czeskie piwo nie smakuje mi tak jak niemieckie, czegos takiego jak Weizen nikt nie robi! Rauchbier tez chyba nikomu wiecej do glowy nie przyszlo. A szkoda, swiat wiele traci! Tak mi swita teoria w glowie, ze Niemcy taki dobry alkohol zrobili, zeby jakos zachlac rozpacz z poowdu niemieckich kobiet... :)

Smieszna historia w Pradze mi sie zdarzyla. Idziemy sobie na dworzec przez jakis glowny plac w centrum. Tam sobie film kreca, chyba nawet Adrien Brody tam cos sie przechadzal, nie jestem pewien. Tak minelismy ten plan filmowy, wchodzimy w taka mniejsza uliczke... no i tam spotykamy nasza kolezanke z Norymbergi ze studiow :). Swiat jest maly, znajomych mozna spotkac wszedzie :). Albo ja znam juz wszystkich i teraz jestem skazany na spotykanie ludzi w malo prawdopodobnych miescach :)

dobranoc
sobota, 05 maja 2007
Sobota (?)
Jak nic mi sie nie chceee....
Do wieczora mam napisac krotka notatke do prezentacji na marketing, a caly dzien sie obijam i nie robie nic produktywnego. Moze wczorajszy dzien mnie troche zmeczyl, ciezkie (psychicznie) cwiczenia z prawa, potem kilka godzin w bibliotece. Niewiele sie nauczylem, ale choc pouporzadkowalem materialy na studia, ktore to trzeba znajdowac na 150 roznych stronach.... gdyby nie forum ludzi z mojego kierunku, o wielu rzeczach w ogole bym nie wiedzial.
Potem 2 imprezy, jedna grillowa z erasmusami, druga urodzinowa kolegi. Musze przyznac, ze nie chce mi sie juz z tymi erasmusami imprezowac... te small talki z ludzmi ktorych znam w sumie od dawna mnie dobijaja. Na imprezie z moze 25 znajomymi mi ludzmi idzie pogadac naprawde moze z 5. Odechciewa sie...

Zaczalem grac w siatke, zapisalem sie na zajecia na uni. Super, dawno mnie tak wszystko nie bolalo... sie okazuje, ze rower zupelnie inne partie nog trenuje, i przejechanie 2700 km w ciagu roku nic nie daje, bo nogi i tak odpadaja. Rece tez, bo okazuje sie, ze basen tez inne partie trenuje... ale ok, na sam basen chodze moze raz w tygodniu i sie niezbyt produkuje, wiec to sie nie liczy. Generalnie cos wysportowany sie robie... chodzi mi mysl po glowie, czy nie kupic sobie rolek, ew. czy nie zaczac biegac na rzeka...
niedziela, 22 kwietnia 2007
Gdzie to ja nie bylem, czego nie robilem... Czesc I
Noo.... troche czasu minelo, dawno nawet nie podniecalem sie ekscesami polskich politykow. Dawno mnie tu nie bylo - poniekad niewiele sie dzialo. Ciagle to samo... caly marzec spedzilem na imprezach, nie liczac pierwszych dwoch dni, spedzonych na nauce. Sprawa niesamowicie pasjonujaca, musze powiedziec - udalo mi sie przesadzic z imprezami, w ten sposob, ze teraz juz nic mi sie nie chce. Ale to dobrze - teraz zaczal sie semestr. Nie twierdze, ze nagle zasiade do nauki i wstane dopiero po 8 sierpnia, kiedy to estatni egzamin bedzie zdany. Ale jest to jeden problem z glowy, jak nie wraca sie o 5 rano do domu w weekend. Mam przynajmniej taka nadzieje, ze dam sobie spokoj...

Gdzie to mnie nie bylo? Hmm... kiedys wspominalem cos o Londynie... Bylem, bylem. Wdzialem, troche zwiedzilem. Poznalem lotnisko London Stansted o wiele lepiej, niz sie spodziewalem. Poznalem tez moja nowa strone - nie rozgarnietego czlowieka, ktory jest w stanie nie zaplanowac wyjazdu na lotnisko i spoznic sie 10 minut na samolot. Tak sie wlasnie stalo, nasza kolektywna inwencja i inteligencja zawiozla nas zapozno na lotnisko, easy-jet kazal nam sie wypchac, mimo, ze odlot samolotu byl za pol godziny. I tak spedzilismy eine wunderromantische nacht na lotnisku, ja nie spalem chyba ani minuty, za to moi towarzysze cierpienia dosc dobrze wyspali sie na kaloryferach szerokosci 20-25 cm ;).
Ja szczerze mowiac bylem dosc szczesliwy z moim odtwarzaczem mp3, ktorego nie sluchalem od 4 dni, bo nie bylo czasu. Taki ze mnie smieszny czlowiek, ktory bez muzyki po prostu nie jest w stanie wytrzymac. I moglem nie spac cala noc, ale delektowac sie kilkoma albumami, ktore tam mialem nan wgrane.

Co do samego Londynu...
Pojechalismy w 10, dwojka leciala z Wloch, reszta z nami z Monachium. Polacy, Wlosi, Wegrzy i Amerykanin, w sumie fajna mieszanka! Ale luuudzie, umawiac sie z wlochami to jakas makabra, czy mowiac jezykiem ludzi malo wyksztalconych, ciezka sprawa. Skutecznosc ze spotkaniami z nimi mielismy jeszcze gorsza, niz z naszym trafianiem samolotow. Samolot lapalismy co drugi, a z trzech umawian z Wlochami wypalilo tylko jedno ;). Londynu niewiele zobaczylismy, nikt z nas nie mial przewodnika, ani nawet mapki (tu znowu przychodzi sprawa, ze mieli nas Wlosi oprowadzac, co sie nie stalo). Ale nalazilismy sie i tak. Buckingham Palace jest okropny, wyglada jak komitet centralny partii w jakies socjalistycznej republice radzieckiej. System polityczny Wielkiej Brytanii mozna latwo przenanalizowac patrzac na budynek parlamentu i mieszkanko krolowej. Widac, kto tu jest wazniejszy - parlament jest naprawde piekny! Palac krolowej to przy nim pikus!

W ogole, to podobala mi sie architektura Londynu, jest zupelnie inna od tej, ktora widzialem w Polandii, czy w Niemczech. I mam na mysli normalne domy mieszkalne (nie liczac tych blokow budowanych gdzies w latach 60/70) - sa po prostu fajniejsze!

Poimprezowalismy troche tam, sie dowiedzialem czegos o naszych kolezankach, co naprawde sklania mnie ku stwierdzeniu, ze kobieta=zlo. Tam tez wlasnie powoli poczulem, ze nie chce mi sie juz imprezowac...
Czesc druga tego thrillera nastapi!
wtorek, 27 marca 2007
Fix und fertig
No niezle... przychodza kolejne wyniki egzaminow, a ja dalej z tarcza! Wlasnie dostalem ocene za chyba najtrudniejszy egzamin, okazal sie byc albo laskawie ocenianym, albo wcale nie takim trudnym... 2,0 Gesamtnote, a za czesc pisemna 2,3... no czego chciec wiecej? Uczylem sie 2 i pol dnia na to :))

Czekam jeszcze na wynik jednego, to jest jedyny, z ktorym mam przeczucie, ze (bardzo) dobrze poszedl...
czwartek, 15 marca 2007
Orzechowski, spieprzaj dziadu!!!!
Wyrzucamy z pracy homoseksualistow??? Sieg Heil!
środa, 14 marca 2007
Pieprzę
....to

(obiecalem sobie to napisac, dobranoc, ew. dzien dobry)
wtorek, 13 marca 2007
Jak Orzechowski staje sie moim ulubiencem
Na pierwszy rzut oka widac juz, ze ma racje. Ewolucja, to faktycznie tylko jedna z teorii. Musi byc cos innego.... Na swiecie sa naprawde fajni ludzie do spotkania .... on wydaje mi sie byc z innego gatunku! Jakiego? Hmm... sprawa ta nie nalezy do latwych, ale ja, jako wybitny znawca nauk wszelkich napewno znajde odpowiedz na to, frapujace pokolenia od lat pytanie.

W dzisiejszym odcinku o tym, jak Orzechowski chce wprowadzic kary za homoseksualizm. Podczas dawania kazania na temat nieprawych dyrektorow szkol, ktorzy to zapraszaja organizacje gejowskie do swoich placowek, pan minister stwierdzil

"Na inne zboczenia są już paragrafy"

Nie na wszystkie, drogi panie! Na odczlowieczenie chyba jeszcze nie ma. Nie ma paragrafu na nienawisc. Nie ma paragrafu na wkurwianie spoleczenstwa swoimi kretynskimi pomyslami.

KOGO WY WYBRALISCIE????????????????
No kurna no
Ajwaj, prosty ze mnie czlowiek....

Rozdzial pierwszy - Amnesty International jako studium asertywnosci

Brzmi ladnie! Musze powiedziec, ze chyba ich szkola do namawiania ludzi, albo ja jestem bardzo otwarty na taka sprawe (wspierania ich - w tym wypadku finansowego). W kazdym razie maja swietnych, energicznych ludzi, ktorzy faktycznie sa zaangazowani w cala sprawe, swietnie tez potrafia przekonac, ze to nie byle co. I tu zaczyna sie studium asertywnosci. Trzeba postac troche z nimi, pogadac o powaznych sprawach, posmiac sie z mniej powaznych - co minute wspominac, ze ja nie dam - az w koncu postawic kropke nad "i" :)
No fajni oni sa, ale na wszystko kasy nie mam...


Rozdzial drugi - Ja prostym czlowiekiem byc, ajwaj

Tak sie dawac hormonom ponosic -> znalezc sobie dziewczyne do podobania, z ktora mam tyle wspolnego, co woda z ogniem. Nie widze dla nas zadnej przyszlosci, ale jednak jest to cos.... co zrobic? Ide chyba zjesc troche salatki, pora idealna...
poniedziałek, 05 marca 2007
Halo, halo!
Ja dzwonie w takiej sprawie.... (koniec cytatu)

Jestem wolnyyy!

Tak! Mam co prawda co nieco do zrobienia w marcu, ale nie jest to wiele w porownaniu do mojego lutego. Sesja skonczona, wszystko zaliczone - jeden egzamin jest tylko niepewny - generalnie super. Nie dostane pewnie wspanialych ocen, nad nimi bede musial mocno popracowac w przyszlym semestrze - troche systematycznej pracy jeszcze nikomu nie zaszkodzilo.

Weekend przebalowalismy, mielismy mase rzeczy do obswietowania - koniec semestru, urodziny, prarapetowe i przede wszystkim wyjazd Sebastiana. Fajnych ludzi poznalem, Bronislawa, drugiego Bronislawa i jego dziewczyne Bronislawe ;)

Dzis mam miasto do oblatania, troche zakupow, bilety na koncert do kupienia (jak nie beda kosztowac chorych 80 euro, jak to cos w internecie twierdzilo! Ludzie... 80 to moglbym dac za Paganiniego, Hendrixa, Stonesow, Pink Floyd, Zeppelinow - ale nie Tommiego, z calym szacunkiem dla jego geniuszu)

I kupuje znowu karte na basen!!! Wreszcie jest czas i pogoda :))))
niedziela, 25 lutego 2007
Porzadna muzyka!
Gratulacje - polski hiphop ma jednak jakas jakosc! Wciagnalem sie plyte Kanalu Audytywnego o niesamowicie skomplikowanej nazwie. Teksty moze troche przeintelektualizowane, ale moze po prostu staraja sie osiagnac wysoki poziom muzyki? Tak, bo oni normalnie muzyke maja w tle - i to z kontrabasem, o ile mnie ucho nie myli! Trip hop, funk, acid jazz, rap - swietne mieszanki.


Druga plyta, w ktora sie wciagnalem ostatnio to Down - Nola. Genialne! Polecam!
Dla niewtajemniczonych, Down to juz nie polski hip hop ;)
Wspolny, europejski podrecznik do historii
Dlaczego politycy sa na "nie"? Bo nie sa historykami. Przepraszam, ale merytoryczna dyskusja o historii z ludzmi, ktorzy nie maja o niej pojecia nie ma sensu. Historia da sie przedstawic obiektywnie. Gdyby wylaczyloby sie politykow z procesu powstawania takiego podrecznika, to on by powstal, powstalby wystarczajaco obiektywnie, zeby zadowolic wszystkich.

Wierzejski sie pyta, jak Niemcy by przedstawili obozy koncentracyjne. Jak to, jak? Tak jak przedstawiaja to dzis. Tak, jak przedstawiaja to Polacy i tak, jak przedstawiaja to Francuzi. Bo historii naucza sie w normalnych krajach tak samo. To tylko politycy widza w Niemcach nadal tych, ktorzy te obozy tworzyli. Ze ktos taki jest wybierany...


Giertych mowi, ze podrecznik budowalby "tozsamosc europejska", wiec jest przeciw. No dobra, nich sobie buduje tozsamosc sarmacka nawet, ale blagam, we wlasnym domu! Do obory!


Nie czytalem opinii PO na temat tej calej sprawy... cos mi sie wydaje, byliby na "tak", ale walka przedwyborcza trwa. Tu zawsze trwa walka przedwyborcza. Dopiero po wyborach zwyciezcy pokazuja, o co im tak naprawde chodzilo... szlag trafia...
Dwunasta!
Hehe, z racji na moje poprawne bycie studentem postnowilem dzis nie isc na impreze i pojsc wczesnie spac. Tak to pisze sobie grubo po dwunastej, sluchajac w najlepsze kanalu audytywnego, bawiac sie studivz, ogladajac battlefield britain i kontemplujac rzeczywistosc.

Moj biedny, niesamowicie wydajny i wspanialy narzad myslacy powoli odmawia mi posluszenstwa, jak chce sie uczyc. Die Ferien sie aber in Sicht, Komillitonen!

Wujek Freimut mnie troche stresuje, ciocia Karolinka za to chyba mnie dobrze nauczyla na wtorkowy egzamin. Jeszcze dwa zostaly.... W piatek szykuje sie ladne imprezowanie, choc szczerze mowiac - nie musze niczego odreagowywac.... jakos w ogole nie stresuje mnie to wszystko. Ale to moze dlatego, ze moja porcja odreagowywania zostala zalatwiona juz podczas semestru, tam sporo odreagowywalem :). W przyszlym semestrze bede musial sie wiecej uczyc, nie podoba mi sie, ze mam tak "slabe" oceny. Cos chyba ambicja zaczyna mi dzialac... lubie byc dobry, lubie byc w czyms lepszy od innych. Tak wiec chce pogodzic odreagowywanie z systematyczna nauka. Ok, "systematyczna" w porownaniu do tej, ktora nastapila w tym semestrze.  W tym semestrze nie bylo jej po prostu. Na kazdy z egzaminow uczylem sie gora tydzien, ale to raczej dzieki odgornemu rozplanowaniu ich na caly luty.

Wracajac do imprezowania piatkowego. To bedzie raczej wazne z innego powodu -> wyjezdza Sebastian, bedzie mi go brakowac. Juraj tez pojechal. To juz nie bedzie to samo bez nich... Smutno mi z tego powodu, naprawde dobrze zaprzyjaznilem sie z nimi, cholera wie, kiedy sie znowu zobaczymy...
wtorek, 20 lutego 2007
Comfortably
Numb.

Roger Waters and the band.

Szczerze mowiac, to jeden z niewielu momentow, kiedy czuje ze wchodze na jakkolwiek wyzszy poziom od przyziemnej codziennosci. Nawet jesli codziennosc wyraza sie w imprezach, spotykaniu w kolko znajomych i nieznajomych. Przyziemnosc tego wszystkiego, tej nauki, tych imprez, tych kontaktow razi mnie. Bardzo rzadko uda mi sie z kims szczerze porozmawiac, o tym co mysle, jak sie czuje. To tez lezy w mojej naturze... potrafie byc bardzo bezposredni, otwarty itd. tylko w niektorych sytuacjach...

Muzyka to ze mnie wszystko wyciaga... to bardzo dziwna i abstrakcyjna forma przyjazni, musze przyznac.... ale faktycznie - jak to kolega Morrison spiewal "music is your only friend".
sobota, 17 lutego 2007
We're Killers!
Kurde, wlasnie przyszlo mi do glowy duzo mysli na raz. Zazwyczaj, jak wybieram "nowy wpis" mam pustke w glowie. Tzn ja mam zawsze pustke w glowie ;)

---

Londyn!
Lecimy w marcu - ze swietna ekipa. Jak sobie wyobraze, ze spedze z nimi 4 dni, to juz sie smieje :). Glownie erasmusy, ludzie z Wegier, Wloch, USA i oczywiscie tez z Polandii. I to nie byle ludzie z tych krajow - bedzie weeesolo! Ela, Laszlo, Ben i Momo - z tymi ludzmi z osobna bawie sie swietnie, w kupie beda nie do pobicia :). Tak w ogole zobaczylem, ze dzien przed naszym przyjazdem beda grali Mastodon w Londynie - szkoda - chetnie bym tam poszedl...

---

Nie ma to jak sie dobrze narabac po grubo ponad 2 tygodniach zapieprzania w bibliotece. Jeszcze do konca lutego, potem wolne! (tzn bede mogl sie pouczyc na egzaminy, ktore sobie w tym semestrze odpuscilem ;) ) .

---

Mötorhead to balsam dla mej duszy!

---

Wszyscy wyjezdzaja, albo na dlugo, albo na przerwe semestralna. Szkoda, mam nadzieje, ze sie kontakt nie urwie z niektorymi - zal by bylo...
Ale w marcu pewnie niewiele sie bedzie dzialo towarzysko... i dobrze, wiecej czasu bede mogl poswiecic na material cioci Reginy.... choc w sumie - kogo ja oszukuje - i tak nie ucze sie wieczorami - wiecej niz 8 godzin bibliotece nie wyrabiam.
W czwartek bylem padniety. Po krociutkiej klausurze z UMV nie mialem sily na nic... az sie mnie ludzie pytali, czy cos zlego sie stalo. Etz is aba guut. Beer!
czwartek, 15 lutego 2007
(???)
Troche dzieje sie na uni, 3 egzaminy zaliczone. Niestety zaden z nich tak, jakbym tego chcial. Wyglada na to, ze bedzie problem z uzyskaniem dobrej sredniej. W przyszlym semestrze bedzie trzeba mocniej popracowac... ok, trzeba bedzie w ogole pracowac w trakcie semestru - teraz nic nie robilem do konca stycznia. Caly tydzien w bibliotece, zadnych wyjsc, czas przemyka mi sie przez palce. Oddalam sie tez od ludzi, jakos nie chce sie z nikim widziec, tylko z michalem sie spotykam codziennie w bibliotege - z reszta jak musze. Kasy nie ma, jak chcialem gdzies isc, to nie moglem.

Wczoraj splawilem Magde, za co mnie troche sumienie meczy...
A propos kobiet... co slychac w sprawach damsko-meskich? W koncu walentynki i te sprawy. No... wiec nic nie slychac. I nie zanosi sie na jakas zmiane tego stanu. Troche doluje mnie to...

Troche w ogole jestem dobity po tym 3 egzaminie. Byl napewno najtrudniejszym z dotychczasowych. Ale nawet nie denerwowalem sie nim. W ogole jakos malo mnie cale to wszystko stresuje... ok, zalezy mi, zeby dobrze napisac, ale ide na to, jakby mi wisialo, co tam bedzie i jak mi pojdzie.

Obojetnosc meczy. (???)
poniedziałek, 12 lutego 2007
"Nowa" plyta Tool'a - Re-re-review
Taa... "nowa" - juz ciezko ja tak nazwac, bo wiele zdarzylo sie na rynku muzyczym od czasu wydania jej. Po okresie fasycynacji albumem "10,000 Days"  (w ktorym odwiedzilem tez 2 koncerty Tool'a) odstawilem ja na polke i troche o niej zapomnialem. Ze dwa miesiace temu siegnalem po nia ponownie i stwierdzilem, ze nie podoba mi sie - ze jest zbyt prosta, nie toolowa.

Dzis doszedlem do nowego wniosku. Przesluchalem 3 pierwsze utwory i stwierdzam nastepujace: To jest dosc dobra plyta, "ale"...


1. Jest po prostu rzemieslnicza. Brakuje jej, czegos, co zblizalo sie do geniuszu na wczesniejszych plytach. Jedynymi utworami, ktore by sie mogly mierzyc ze srednim poziomem wczesniejszych plyt sa "Wings for Marie" i "10,000 Days". Reszta utworow jest po prostu "przepracowana" - np. w "Vicarious" jest po prostu za duzo rozbudowanych riffow. I to nie takich wspanialych, nowatorskich, tylko starych Jones'owskich riffow, ktory slyszalo sie milion razy. Ja osobiscie wywalilbym sporo przedobrzen w nich - po prostu sa niepotrzebne. Np. fragment z tekstem "We all feed, on tragedy" bym okroil tylko do podazania za wokalem. Jones natomiast dodaje jakies niepotrzebne rzeczy, ktore nie reprezentuja soba nic wielkiego, nie dodaja nic do atmosfery - wrecz przeciwnie - jej ujmuja.

2. Utwory sa zbyt ladne. Tak. Jeszcze troche i Tool zacznie komponowac gingle do radia.

3. To nie jest Tool sprzed lat. Moze przestali cpac?



Co mi sie na tej plycie podoba:

1. Swietne intro do "Jambi" (niewazne, ze potem sie to wszystko slabe robi)

2. Fajnie sie spiewa z plyta.

3. Milo sie to pewnie gra na gitrarze.

4. Jones jest typem gitarzysty, ktory potrafi cuda ze swojego instrumentu wyciagiac. To, ze tym razem nie wyciaga, moze znaczyc o jego kunszcie, szukaniu prostoty. Moze oczywiscie tez znaczyc, ze kolega sie wypalil, ale to inna sprawa ;)


Podsumowujac. To nie jest napewno plyta zla, jest to jedna z lepszych pozycji wydanych w tym roku - moze nie pierwsza piatka, moze nie dziesiatka, ale napewno ma ten material jakas wartosc. Napewno przy nastepnej plycie bede ostrozniejszy i nie kupie plyty w dniu premiery bez wczesniejszego jej przesluchania. Napewno pojde na nastepny koncert jak bedzie w poblizu (jak warunki spoleczno-ekonomiczne oczywiscie pozwola) - bo kazdy koncert Toola jest wiele wiecej wart od nagran na plycie.

pozdrawiam
piątek, 09 lutego 2007
Zle sie dzieje w panstwie dunskim
Bardzo wazna konferencja miedzynarodowa, i co? Madame Disaster nie wysyla zadnego przedstawiciela rzadu na to wydarzenie. Z wlasnej, kurwa mac, woli nie jedziemy tam! To sa jakies jaja, paranoja.

Z rzadu odchodza juz nawet przedstawiciele jednego z wyzszych poziomow choroby szalonych kaczek. Okazuje sie, ze te psychole nie sa juz wystarczajaco psychiczni, zeby kierowac tym krajem. Ludzie, trzymajcie mnie.

Giertych chce pociagnac za "cugle" edukacji. Kurwa, czy ten palant byl molestowany w dziecinstwie przez tate drzewologa, znawce ewolucji?? Skad to sie bierze w ludziach?? Jakie cugle? Jakie "zero tolerancji"? Niby czego oni nie chca tolerowac? Normalnego ubierania sie w szkolach? Jezdzenia na przystanek woodstock? Normalnosci w innym niz LPRowskie znaczeniu? Ten czlowiek ma jakis ekstremalny przypadek skoliozy psychicznej - ludu, czemuscie dali go wybrac??


Na koniec, troche lzej. Choc tez bardzo ciezko. Zalezy dla kogo.
Tragedia w rodzinie Kaczynskich, corka prezydenta zakochana w synu dzialacza SLD. Mezalians jak ja-pier-dziu. To pewnie dzialania obcych sluzb wywiadowczych!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5